środa, 21 czerwca 2017

Lubię motyle

Niech skrzydła motyla pocałują słońce, 
Niech znajdą Twoje ramię, by je rozświetlić,
Aby przynieść Ci szczęście, radość i bogactwo
Dziś, jutro i każdego następnego dnia.


Witam Was dzisiaj Kochani tym pięknym irlandzkim błogosławieństwem. Niesie ono tak dobre wibracje, że musiałam się nim z Wami podzielić przy okazji dzisiejszego posta. :) A będzie w nim słów kilka z życia motylka, a to za sprawą pudełka, jakie zrobiłam na wyzwanie w Art-piaskownicy.


Sama nie wiem co lubię bardziej - motyle czy ptaszki? ;) Czy to w naturze czy jako symbol artystyczny oba "fruwajła" są bardzo wdzięcznym tematem. Motyl to przede wszystkim symbol przemiany. Transformacja włochatej gąsienicy w pięknego motyla to częsta metafora przebudzenia i nowego początku. To również synonim delikatności, lekkości i ulotności... marzeń, chwil, uczuć. Nie wiem, czy wiecie, że motyl jest również uważany za symbol duszy. Psyche (czyli dusza, duch, pierwiastek życia) pochodzi od starogreckiego słowa motyl. W micie o Prometeuszu, Atena ulepionym przez niego ludziom położyła na języku motyla i w ten sposób ożywiła ich dając im duszę. Z kolei na chrześcijańskich nagrobkach motyl pojawiał się w starożytności jako symbol zmartwychwstania.


Mnie oczywiście motyle kojarzą się z marzeniami - są zwiewne, kruche i bywają nietrwałe. Uciekają, gdy je gonimy, dlatego najlepiej przystanąć i obserwować marzenia w ciszy swojego serca, wtedy można się do nich zbliżyć. Posłuchajcie rady starej marzycielki, bo wie, co mówi! ;) A lato szczególnie sprzyja łapaniu motyli. ;) Lecz nie o marzeniach miało być, o tym napiszę Wam innym razem.


Pudełeczko dokończyłam jedynie dzięki zabawie Art-Piaskownicy w Kolory. Tematem czerwca były, myślę, że wcale nie łatwe, ale piękne barwy - piaskowa biel, siny błękit, zieleń butelkowa i oberżyna, które trzeba było wykorzystać w swojej pracy. Tak mi te barwy zapadły w wyobraźnię, że postanowiłam popłynąć dalej i stworzyć również kartkę.


Kartka jest dla pani ze szkoły muzycznej na zakończenie 3-letniego cyklu zajęć z kształcenia słuchu i rytmiki, stąd malutkie muzyczne akcenty i oczywiście motylki. ;) Przy okazji zrobiłam też inne "muzyczne" kartki, ale je pokażę później.


Obie prace zgłaszam do Art-Piaskownicy, mam nadzieję, że można dwie, a może nie? Jury rozstrzygnie. ;)



A karteczkę dodatkowo zgłaszam na wyzwanie Gościnnej Projektantki Ilony, które przygotowała w Klubie Twórczych Mam.
Piwoniowo się z Wami już żegnam


Ewa


sobota, 17 czerwca 2017

Ach, ten stary szyk!

Co on w sobie ma, że tyle kobiet na całym świecie oszalało na jego punkcie? Pamiętacie ten ogromny boom na shabby chic parę lat temu? Teraz wypiera go prosty scandinavian style. Po wszelakich "ludwikach", powyginanych nóżkach foteli i kanap i równie wygiętych ramionach kutych żyrandoli, po zdobionych ramach luster i obrazków nastała prostota. We wnętrzarstwie, tak jak w modzie, nic nie trwa wiecznie. Trend przemija, zatacza koło, by za jakiś czas znów powrócić. 


Lubię shabby chic, choć mieszkać w domu urządzonym tylko w tym stylu nie mogłabym. Ale to dotyczy każdego stylu. Po prostu 100% danego stylu we wnętrzu jest dla mojej niejednoznacznej natury nie do zniesienia. :)) No i jego na wskroś romantyczny charakter z amorkami i serduszkami nie przemawia do mnie. ;) Za to zdobionym ramkom na zdjęcia nie mogę się oprzeć! 


I tej przydymionej aurze, jaką stwarzają rozbielone meble i wypłowiałe kolory. Co prawda biel, która jest głównym kolorem tego stylu, u mnie występuje w dodatkach, ale nie zamierzam zamieniać swojego biszkoptowego wnętrza na inne. ;) I oczywiście co najważniejsze w tym stylu, to jego lekko "zaniedbany", przykurzony look - o tak, tak, tak, ta cecha shabby chic bywa u nas najczęściej adaptowana. :)))


Jak już się zdążyliście zorientować, nie bez powodu słowem wstępu piszę o shabby chic, bowiem do jutra w Art-piaskownicy trwa wyzwanie w ramach cyklu twórczych zmagań ze stylem. W tej edycji oczywiście - stary szyk. ;) Gdy o nim przeczytałam, przypomniałam sobie, że w kartonie leżą dwa zaczęte pudełeczka z różami. Zaczęte, to nawet za dużo powiedziane, po prostu miały na wieczku przyklejony różany motyw z serwetki i to wszystko. Zabrakło wtedy weny. ;)


Motyw różany idealnie wpisuje się w ten styl. Od razu pomyślałam o moim cyklu Skończyć nieskończone (nowych obserwatorów lub osoby, które nie wiedzą o co chodzi, a mają ochotę i czas poczytać, to serdecznie odsyłam do TEGO postu). Obawiałam się jednakże, że ze względu na obecne rodzinne okoliczności mogę nie zdążyć w wyznaczonym terminie. 


Jak widać zdążyłam rzutem na taśmę - po południu zasiadłam, zdjęcia zrobiłam (niestety już pod wieczór), post napisałam, zdjęcia wybrałam, wstawiłam i gotowe! :)) I bardzo, ale to bardzo jestem rada, że udało mi się skończyć kolejne dwie prace z tysiąca oczekujących. ;)


Oba pudełeczka są przydymione, ale nie przesłodzone. Poprzecierane, pocieniowane, pochlapane, stonowane, z ozdobną różą w roli guziczka. I jak Wam się widzą, mają w sobie stary szyk? ;)

Zgłaszam je do zabawy w Art-piaskownicy



Udanej niedzieli moi mili!
Ewa


wtorek, 13 czerwca 2017

Sześciokąty

Nie wiem jak to się dzieje, jaki jest mechanizm tego fenomenu, że im mniej mamy czasu, tym więcej jesteśmy w stanie zrobić. Każdy zna ten paradoks i myślę, że każdy doświadczył go nie raz na własnym przykładzie. Myślę, że kieruje nim nieodkryte jeszcze przez astrofizyków prawo. ;) Mamy do zrobienia ileś tam spraw w dostępnym nam czasie, czasu ledwo na nie wystarcza, aż tu nagle dochodzą nowe nieprzewidziane zadania do wykonania, które nie mają prawa zmieścić się w harmonogramie. I co? Okazuje się, że dajemy radę - zagęszczamy materię tak, by wszystko pomieścić w czasie. :))


W wyniku nieszczęśliwych rodzinnych okoliczności mój niedoczas skurczył się do mikroskopijnych rozmiarów. Pomyślałam sobie wtedy, no to teraz polegnę. Do domu tylko wpadam i wypadam, na jednej nodze robię zakręty, obiad już gotuję biegnąc z siatami po schodach. ;) To jakim cudem udało mi się jeszcze w tym niedoczasie napisać cztery posty? A jak pomalować pokój?! I jak znalazłam czas na te sześciokąty?! Łapałam wszystkie wolno krążące sekundy i tworzyłam z nich brakujące godziny. Okazuje się, że jak człowiek musi lub chce to da się! :) Kwestia zagęszczania materii. ;))


A ja, jak zobaczyłam nowe wyzwanie w Cyklicznym szydełku, to musiałam i chciałam zadziałać w tym temacie. A zadaniem na najbliższe dwa tygodnie było zrobienie co najmniej czterech podstawek pod kubek według heksagonalnego wzoru. I jak tu się oprzeć temu kształtowi? ;) Tylko, że ja, jak zawsze, musiałam zrobić inaczej. ;) Oczami wyobraźni zobaczyłam ten wzór... na ścianie! Wzięłam kordonki zamiast włóczki, cieniutkie szydełko i moje sześciokąty zamiast podkładek zaistniały w roli girlandy.


Wyszydełkowałam 9 pastelowych sześciokątów, jeden kosztował pół godziny dłubania! 9x0,5 + chowanie nitek = 5 godzin! Skąd ja wzięłam 5 godzin?! A jeszcze krochmalenie i sesja zdjęciowa! Nie mam pojęcia jak to możliwe. Co prawda, gdy zaczynałam, z prasowaniem byłam na bieżąco, a teraz... ech, znów mam Mont Everest! E tam, w końcu prasowanie nie zając. ;)
 

A one takie słodkie, malutkie, tycie, tyciutkie, może by tak zrobić jednak coś na temat? I powstały dwie podkładki, podkłady właściwie, bo nie pod kubki, lecz pod misy lub dzbany. :)) Tym razem wykorzystałam włóczkę zpagetti, jaka mi została po zrobieniu tej narzuty. Trzy chłodzące turkusy, kolory typowo letnie, w sam raz na wakacyjne odpływanie w marzenia. ;)

 

Druga podstawka, muszę się przyznać, że powstała tylko dzięki meczowi Polska-Rumunia. ;) Wzięłam szydło większe, tym razem jagodowe kolory zpagetti lekko rozświetlone różem. Podstawka idealna na relaksującą aromaterapię  piwoniami. :))



Wszystkie moje sześciokąty zgłaszam do zabawy w #35 CYKLICZNYM SZYDEŁKU - edycja IX - Podkładki.
 


Pozdrawiam sześciokrotnie ;))
Ewa


piątek, 9 czerwca 2017

Zielono

Nareszcie zieleń otuliła nas swoją obfitością. Teraz będzie już tylko sycić swą barwą aż do późnej jesieni. Uwielbiam, gdy przyroda kipi kolorami, a zieleń wylewa się wszędzie. Zieleń koi i uspokaja, o tym wie każdy. Przeprowadzono setki badań dotyczących wpływu zieleni - jako natury i jako koloru - na zdrowie człowieka i wniosek jest jeden: zieleń ma dobroczynny wpływ zarówno na psychikę, jak i na fizyczną konstytucję (na przykład udowodniono, że przyspiesza gojenie się ran, obniża ciśnienie krwi, czy wzmacnia układ odpornościowy). Trzeba ją chłonąć i cieszyć się jej obecnością, przebywać wokół niej póki jest pod ręką. ;) Niech za jej sprawą zrobi się nam w sercu i na duszy zielono!


Albo chociażby w głowie! I nie ważne, że nie mamy zielonego pojęcia jak działa magia tej barwy. ;) Lato się zbliża, więc korzystajmy z jej dobrodziejstw jak najczęściej! Któż nie chciałby się poczuć choć przez chwilę jak szczypiorek na wiosnę? ;) Ja uwielbiam ten stan. :))

W nawiązaniu do tematu posta chciałam Wam dzisiaj pokazać dwa łapacze - jeden duży, drugi mały, ale oba zielone i wiosenne. Pierwszy jest duży a przy tym delikatny, utrzymany w tonacji beżowo-zielonej. Użyłam jeden materiałowy kwiat, który nadał charakter, oraz koraliki i filcowe kuleczki. Jest stonowany, ale ozdobny. Jestem zadowolona z efektu. :)

A tu, gdy zaświeciło słoneczko

Drugi mały i figlarny. ;) Też delikatny, koronkowy, zwiewny, w sam raz do altanki. ;)



Na koniec chciałam się jeszcze pochwalić wyróżnieniem, jakie zdobył mój komplet komunijny w ostatnim wyzwaniu Szuflady pt. Komunia. Zabawę przygotowała Gościnna Projektantka, jaką była w maju Daria z bloga Eetoilee. Od Darii jako upominek dostałam serwetki do dekupażu, pastelowe wstążki oraz dwie bransoletki. Bardzo Ci dziękuję jeszcze raz, wykorzystam je na pewno! :) 


Pozdrawiam Was jak zawsze bardzo, bardzo serecznie życząc udanego weekendu.
I pamiętajcie: zielonym do góry! :))
Ewa

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Brama serca


Chyba mogę stwierdzić, że przekonałam się do scrapków. Nagle zaiskrzyło i zaczęłam robić je z autentyczną przyjemnością. Zasiadam do nich z radością, a przecież o to chodzi we wszelkim tworzeniu - musi być potrzeba serca i przyjemność działania. Doświadczenia jeszcze nie mam żadnego i materiałów nie za dużo, ale za to mam chęci. :))


Powiem szczerze, że wzbraniam się przed kolejnym hobby, bo prawda jest taka, że to dodatkowa sfera wydatków, a i dodatkowe miejsce wygospodarować trzeba na te wszystkie okrutny bałagan robiące drobiazgi! ;) Już nieraz miałam zamiar powyrzucać pudła, pudełeczka i kartoniki skrywające miliony przydasiów. Człowiek tym obrasta jak strych kurzem! Ale jak wyrzucić, skoro mogą się przydać? I jak nie kupić nowej karteczki, farbki, kredki, wstążeczki, koralika, kordonka, włóczki, tkaniny, szablonu, pasty, dziurkacza, kwiatka, deseczki, tekturki, stempla..? Ech, marne życie hobbisty! :))


To jest kartka, jaką zrobiłam na Dzień Mamy. Chciałam, żeby była inna, dlatego wymyśliłam sobie otwieraną z obu stron jak okno czy brama... serca prowadząca od serca do serca. Nie jest idealna, wiem, ale w tym przypadku to nie jest najważniejsze... Jeszcze nieśmiało podchodzę do projektowania i planowania kartek, ale za jakiś czas przyjdzie mi to z większą łatwością.


 


Słoneczne i bzami pachnące pozdrowienia
Ewa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...